Dziwnów

Kocham nadmorskie, polskie miaseczko! Co ja mogę poradzić? Tam właśnie spotkałam moją miłość… Judyś Kochana! Dziękuję Ci za wspaniały weekend pełnym słońca, wiatru we włosach, pomoczonych glanów w morskiej pianie i piasku w uszach!!!

“Bo gdy słyszymy ich śpiew, zapominamy kim i gdzie jesteśmy.”

I nasza obietnica Kochana została niespełniona! Ja pamiętam, wiem, że Ty też, więc za rok? :*

Jesiennie

A gdy zbliża się jesień dopada nas (,a przynajmniej mnie) depresja jesienna… choć badziej na mejscu byłoby powiedzenie “nostalgia” i “zniechęcenie”, a dobitniej zwie się “studia”.

“No i ja NAPRAWDĘ nie wiem co ja TU robię” <- Ostatnio mój ulubiony tekst powtarzany cochwilka…

Bardzo zimno jest w Szczecinie. Tak zimno, że chodzę jak “cebulka” koszula, bluza swetr i kurtka, a i tak się telepię… Ostatnio doszedł szal i rękawiczki… A jedyne o czym marzę, jak jestem na dworzu, to to, aby znów znaleść się w pomieszczeniu z dostępem do herbaty…

Zajęcia się pozaczynały, jakoś leci… z każdym dniem przekonuję się, że jak myślałam “może być tylko lepiej, bo gorzej, to napewno nie”… okazuje się, iż jak najbardziej gorzej być zawsze może… I to zdecydowanie częściej niż lepiej… A gdy na początku pewien przedmiot był nie do ogarnięcia, to… następnego dnia pojawiły się zajęcia z kosmosu (dla mnie dosłownie).

Ja wiem, że studia to nie przelewki, skończyło sie prowadzenie za rączkę i trzeba sobie dawać JAKOŚ radę z podkreśleniem na JAKOŚ.

I czuję się oszukana i poraz kolejny mała dziewczynka dowiedziała się, że życie jest niesprawiedliwe. Ot, co cała filozofia!

I żeby nie było… nie jest tak źle, lecz ja muszę sobie ponażekać, bo inaczej to by cosik nie tak było, że na blogu nie nażekam i wogóle jakoś tak odnażekało mi się i wydoroślałam… oj co to, to nie!

Płynięcie…

Bo teraz tak się czuję jakgdyby nic mnie nie musiało obchodzić. Czas sobie spokojnie przemija… te ziarenka piasku uciekają między palcami, a ja bezczynnie trwam. Trwam w swoim lenistwie i  niec nie robię. Zasypiam po 6 nad ranem budzę się o 14… Sypiam 8godzin bez budzika, lecz wtedy przez cały dzień jestem ociężała i nie do życia…

Mimo wszystko nie nażekam, bo mi dobrze! Niedługo zacznie się bardzo dużo dziać, uczelnia, praca, towarzyskie spotkania i te mniej towarzyskie… Codzienne wyjścia z psem i… podróże do Krakowa, bo ja te miasto kocham! I ludzi i ulice i zamek i smoka i jeszcze wisłę i te stare budynki i te nowe i wszystko co tam jest. Gdy poznałam te miasto, ten wspaniały klimat i atmosferę… Warszawa przestała być dla mnie atrakcyjna. I bynajmniej nie dlatego, że kogoś tam zostawiłam, oj nie… bardzo bym chciała stworzyć coś co musieliśmy przerwać dla przyszłości… Jednak to właśnie w Krakowie chciałabym żyć.

Najważniejsza sprawa DNIA!

Moja mama zdała maturę!!! Gratuluję :* :* :*
wszyscy w Ciebie wierzyliśmy!

Różowy papier toaletowy.

Kiedyś miałam przyjaciółkę, która uważała, że kolor różowy tylko pod taką postacią jest wstanie tolerować… Ponieważ na nic więcej ta barwa nie zasługuje niż podcieranie sobie…

Dawne stare wspomnienie, gdzie wszystko widziałam przez pryzmat… a teraz uwaga! różowych okularów! a jak!

Mam 19lat. To dla jednych bardzo mało… tak mało, że powinnam najlepiej nic nie mówić nic nie myśleć, bo i tak samodzielnie nie zdołam…, a tak właściwie najlepiej bym potulnie szła do swoich zabawek… Dla innych tak dużo, że już zdołam założyć rodzinę, wychować (, a wcześniej urodzić rzecz jasna) potomstwo, studiować i pracować (oczywiście nie byle gdzie nie byle z kim)… Mimo wszystko mam swoje 19lat i… Pierwszy raz jakże dotkliwym dla mnie stało się zauważenie pewnego nieuniknionego, aczkolwiek jak najbardziej normalnego zjawiska!

Mowa Tu o PRZEMIJANIU! Tak właśnie tym! Tak wielkie słowo, dla tak wielkiego odkrycia…

Zasmucił mnie fakt odchodzenia ludzi, moich najbliższych… tak całkiem naturalnie. Jednego dnia są, wszystko jest dobrze, a jak znów się widzimy kazuje się…, że:

a) nie znam tak naprawdę tego człowieka…, już nie;

b) tak szczerze mówiąc nie interesuje mnie co u Niego (okrutna prawda);

c) nie czuję chęci odnowienia kontaktów…

To wszystko takie smutne! Nagle zauważyłam, że stoję na rozwidleniu dróg. Jedna jest ciemna, bez latarni, bez niczego…  wieje zgrozą, tajemniczością i tą adrenalinką.

Druga droga, jak najbardziej oświetlona, przyjazna, jednak widzę jej koniec… Jest bardzo wygodna i zdecydowanie przyjemnie się będzie po niej iść?

Jak myślicie, którą wybrałam? Wiecie, że na początku nawet nie dostrzegałam tej pierwszej drogi? Tak była ukryta…? Ona jest… ścieżką w przyszłość, te samodzielne, gdzie pozwala się odejść tym bliskim, którzy chcą iść… Jednak NAPEWNO i na tej drodze spotkam kogoś innego, kto będzie mi towarzyszyć, a ja jemu… jej. Gdybym zdecydowała się na życie w ciągłym luksusie znanego… i na siłę zatrzymywałabym moich przyjaciół, którym szczęścia nie dam, ani Oni mi… To szybko bym obumarła… Szybko trafiłabym do końca drogi… Końca swoich możliwości.

Tak właśnie straciłam mojego przyjaciela na zawsze, z którym mogłam spędzać okrągłą dobę i nie nudziłabym się z Nim. Przyjaciółkę, którą sparafrazowałam na samym początku i nie istniała bliższa mi osoba… I chłopaka, którego naprawdę kochałam, lecz teraz nie umiem o nim inaczej myśleć jak o… hipokrycie. Oczywiście jest wiele, wiele więcej takich osób, ale jak to się mówi… “czas leczy rany”…

Oczywiście nie jest tak, że każdy odszedł, albo ja wygoniłam… zdecydowanie NIE. Ponieważ to “przyjaciół poznaje się w biedzie”.

I tak na zakończenie pozwolę sobie zacytować jednego z moich ulubi0nych (ze szkolnej ławki) poetów Leopolda Staffa:

Najgłębszy smutek szczęścia, że wszystko przemija.

Wrzesień i podróż w czasie

Pierwszy dzień tego magicznego miesiąca, gdzie jarzębiny się czerwienią, wieczory stają się chłodniejsze, a dzieci chmarami idą do szkoły ze skrzywionymi twarzami przeklinając świat na czym stoi… Ja mam błogą świadomość jeszcze ponad 20dni wolnego, gdzie mnie czeka co najmniej jeden wyjazd… Jednak nie o przyszłości ten post, a o przeszłości i wspomnieniach, bo tak jeszcze jednocząc się z bólem nastolatków i ich nieszczęścia, ja postanowiłam zrobić podsumowanie ich wakacji…

Założyłam na początku lipca konto na portalu poświęconym branży modelingowej i całej otoczce. Umieściłam swoje zdjęcia i… Nie spodziewałam się tak pozytywnego odzewu! Dostałam dużo propozycji współpracy, a lista wciąż rośnie… Wszystko nieodpłatnie na zasadzie TFP (pozowanie za zdjęcie). Teraz materialiści się spytają: Co z tego masz?

- Naukę. Ciągle czuję mały dyskomfort przed obiektywem, choć on z każdą nową sesją maleje i maleje… Dzięki współpracy z fotografami uczę się pozować, tych pozycji dla mnie najlepszych najodpowiedniejszych, gdzie moje ciało wygląda jak najlepiej.

- Poznaję ludzi. Nowe znajomości zawsze są dla mnie fascynujące, a fotograficy i styliści, nie zapominając o wizażystach… To większości „człowieki”, dla których sztuka i piękno są najważniejsze…

- Podróże. Gdy na mnie jakiemuś fotografikowi mocno zależy łatwiej i ekonomiczniej jest ciągnąc mnie do siebie niż ze sprzętem i ekipą jechać do mnie…  i w ten oto sposób poznałam miłość wielu studentów: Wrocław. Piękne miasto, a Odra sprawia, że czułam się jak u Siebie w domu… Szare Katowice: Nie miałam okazji zwiedzać, ale ma piękny park i zabawne małpki w zoo. Miasto królów: Kraków i tu nie muszę nic dodawać… chcę być tam jak najczęściej! Odwiedziłam raz jeszcze Kalisz, najstarsze miasto polskie i dla mnie wyjątkowo ważne przez październik ubiegłego roku…  I nie można zapomnieć o paru miastach na Śląsku, które mało znane, lecz zielone i spokojne…

Kocham podróżować i jeśli mogłabym wiązać z tym przyszłość byłoby naprawdę cudnie i nieziemsko!  Poznawać nowe miejsca…  Włóczyć się po ulicach modląc się by trafić do miejsca zatrzymania w drodze powrotnej. Jeść niezdrowe jedzenie i zwiedzać zabytki. Gdyby to by były inne kraje doszłoby poznawanie nowych kultur i języków (chociażby proszę, dziękuję, przepraszam, mam na imię Ola). I wierzę, że te marzenie jest do spełnienia i mam nadzieję, że modeling mi to umożliwi… a jeśli nie tą drogą to inną… Trzeba być kreatywnym!

Widząc te wszystkie miasta i wiedząc, że poznam jeszcze inne, wiem, że bardzo kocham Szczecin. Moje miasto ma w sobie magię. Nie taką oficjalną jak Kraków, gdzie się czuje w powietrzu, oj nie… Szczecińska magia jest subtelna, ledwie wyczuwalna zmysłami… Jednak, gdy się ją odnajdzie trudno się od niej uwolnić.

_F7F6583

Troszkę się poopalałam

_F7F7297To mardzo męczące tak pozować…

_F7F7266
i brak wrażeń…

zdjęcia od Maćka L.

aleksandra_01_020

po spotkaniu z kosmitami…

alex_02tak coś się zmieniło w moim zachowaniu…

aleksandra_01_034zdecydowanie coś bliżej nieokreślonego…

aleksandra_01_037i tak zostałam naznaczona przez Mondo

henryka-5webtak mnie czesali…

henryka-12webtak ja siebie sama…

herykadipweba takie efekty. Arcadius Mauritz

usa16bo ja się bałam…

usa8bo chciałam coś ukraść…

usa10i uciekłam. Jarrod

DSC_5750aczasem zdarza mi się cukierkowo wyglądać…

DSC_6162vdelikatnie też…

DSC_5846bi różowo! Par

W Szczecinie też miałam sesje… Pomarzyło mi się być Amidalą…

ola_2009081904Wersja kolorowa od Małgosi J.

olamldyptykmmCzarno-biało od Adama K.

64294I zmysłowo też od Adama K.

Od paru fotografów czekam nadal na zdjęcia… różnie to bywa. Czasem na następny dzień, a innym razem za dwa miesiące…  Jednak jestem cierpliwa i umiem czekać, bo wiem ile takiego fotografika kosztuje pracy obrobić zdjęcia:)

Ciepło pozdrawiam… A teraz idę paku-paku, bo wieczorem do Krakowa!

Hołg Nnyv!

Moja Kochana, Najdroższa, stęskniłam się bardzo i nie mogę się doczekać wiadomości od Ciebie!

Przyjmij prosze oto te dary <cmok><cmok><cmok> na znak mojej wierności myślą wobec Twej osoby!

Pamiętam nasze wspólne chwile spędzone razem i nie mogę się pogodzić z faktem, że w te wakacje nie dane był (jak do tej pory) się spotkać.

Pamiętam tęskniąc i tęsknię pamiętając…

Twoja… Nie no to już chyba przesada! hihi

Cokolwiek miałam na myśli i gdziekolwiek jesteś wiedz, że Cię kocham, o!

COŚ

COŚ ulotnego, nieuchwytnego… fruwa mi po mojej głowie, a że pusta… latające COŚ ma bardzo dużo miejsca…  Staram się to COŚ złapać wszelakimi możliwymi mi sposobami… jednak zmyka mi w ostatniej chwili… i tak też razem we dwoje tańczymy szalenie dziki taniec romantyków…

Lubię ten stan…, gdy wszystko waży się na szali włosku…  moje własne „być, albo nie być”… Bo prawdą jest, że gdy to COŚ złapię, wtedy będę chciała to zrealizować, a i tu nie będzie tak łatwo, bo czas, bo pieniądz, bo ludzie… I puściej efekty… czy to COŚ będzie takie jakie miało być, czy całkiem inne?

Rozkoszuję się w byciu w niebycie i proszę mi nie przeszkadzać, bo ja tańczę z COŚ.

Wyciszenie…

Długo wstrzymywałam się przed tym wpisem… tak długo jak tylko było to możliwe. Nie chciałam za dużo napisać, no i za mało też nie.

Otóż moi Państwa ogłaszam wszem i wobec, że jestem na swoim! Tak jak narazie połowicznie:D Mieszkam baaaaaardzo daleko od domu rodzinnego…, tak daleko, że pobieram swój internet! <szyderczy śmiech>

Mam swój pokoik. Nie będzie, tym z moich marzeń, jednak przedsmakiem i zrobię wszystko co w mojej mocy by tak też się stało. Na początek zagospodaruję całą ścianę… różnymi rysunkami, obrazami i zapiskami… moimi i znajomych.

Ekscytacja mnie teraz rozpiera! Nowym życiem…  i w pewien sposób wolnością… Oby moja tfurczość się rozwinęła!!! Och Wielcy i Wspaniali!!! (poeci, pisarze etc)

ps. Obiecuję pisać już częściej!

Edward

Mama stęskniona za chomikiem i królikiem przygarnęła nowe zwierzątko. Uroczego Pana Szynszylę, co zwę Edward.

Jest piękny szary, puszysty a jego ogon jest cudowny! Można go przytulać, przytulać i jeszcze trochę przytulać… Tylko skubany szybki jest i jak ucieknie może być zabawnie… Poza tym wygadany. Piska, prycha i wydaje dziwne dźwięki. Lubię interpretować je na różne sposobny… np. Mama pochylona nad klatką a Szynszyl mówi: ” I co tak się na mnie patrzysz???”

Edward- Mama uwielbia The Twiling.

I wszystko jasne.

Cieszę się, że w domu jest kolejne zwierzątko… Lubię je, a czym więcej tym lepiej, bo w końcu u mnie w domu zawsze był “zwierzyniec”. No i wypełni tą ogromną i przytłaczającą pustkę…

Wioska z tramwajami…

, czyli pogardliwe określenie Szczecina.

Śmiem się nie zgodzić z powyższym określeniem. W chwili obecnej trwa  http://www.konecon.org/ Byłam, zobaczyłam i poszłam. I nie chodzi, że nic się nie działo, bo działo się wybitnie dużo, lecz doba ma tylko 24godziny, co niezwykle mnie boli i doprowadza do płaczu każdego dnia. Co uważam przez określenie “dużo”? Filmy, wiele sklepów, paneli, gier i innych. Sama nie ogarniałam tego wszystkiego, a że z m&a wypadłam dawno temu to… Wiele tytułów nic mi nie mówiło.

Załapałam się na obejrzenie anime, o tytule: Bokusatsu Tenshi Dokuro-chan . Co ciekawe napisy były po angielsku, a ja w miarę rozumiałam! To jest wielce pocieszające! Obejrzałam dwa odcinki o chłopaku, co miał za współlokatorkę anioła… Co gdy tylko się zdenerwuje wyciąga wielkie z kolcami coś (maczugę?) i wali biednego chlopaka w głowę tak, że krew leje się na prawo lewo i jeszcze na sufit :) Następnie mówi coś w stylu “och przepraszam, wybacz, że Cię zabiłam” Wykonuje wielce skąplikowany taniec nucąc pipirupipirupi (czy cosik w tym stylu) pojawiają się zabawne gwiazdki i bohater zostaje wskrzeszony. Uroczo się zaczyna robić, gdy pojawia się kolejna anielica tym razem z różdżką co razi prądem i sprawia, że cała szkoła uważa go za pedofila… Wiele zabawnych tekstów, sytuacji i scen śmierci bohatera… Uroczo. Dlaczego tylko dwa odcinki wytrzymałam? Ponieważ… w sali było duszno, a pośladki odmawiały posłuszeństwa. Gdy wychodziłam słyszałam teksty “odmużdżacz”- prawda, ale to komedia:)

http://www.youtube.com/watch?v=bhgj_YWBNd4 oto uroczy opening wyżej wymienionej projekcji:)

Nie da się ukryć, że moje miasto jest moim ulubionym miastem i je kocham i strasznie tęskniłam będąc w Międzyzdrjach mimo bliskości morza. Co ja poradzę, że najlepsze są spacery po parku Kacprowicza? A pizza najlepiej smakuje w Marco Polo? Punktem orientacyjnym jest Galaxy, lub brama portowa, ewentualnie pomnik trzech orłów, to znane punkty orientacyjne. Na Zamku Książąt Pomorskich dobrze wspomina się historie i opowiada o Sydoni von Bork. Natomiast najsmaczniejsze lody to tylko w Castellari.Nie można zapomnieć o ciekawej architekturze na placu Kościuszki… I mojego rodzinnego Niebuszewa:)

Propo rodziny… Udało mi się nawiązać kontakt z moim kuzynem (młodszym o całe 9dni!). nie widzieliśmy się dobre parę ładnych lat… A kiedyś to nagolasa biegaliśmy i w jednym łóżku spaliśmy… I przekupowałam Go, że pościelę mu łóżko pod warunkiem, że odda mi swoja porcje słodyczy… Piękne beztroskie czasy…

A teraz jeżdże tramwajami i autobusami po mieście tylko po to by złożyć papiery na studia… i zrobić badania i dowiedzieć się, że przede mną dłuższa droga niż myślałam na początku… Z kazdym dniem zbliżam się do końca!

Obecnie niecierpliwie oczekuję na weekend. Będę u mojego Lubego… Tak nie mogę się doczekać!

« Starsze wpisy Nowsze wpisy »