Balet i Twilight

Taniec w cierpieniuZawsze chciałam być baletnicą… Mama na różne sposoby tłumaczyła, że się nie nadaję… i tak marzenia się rozwiały… Fotomodeling pozwolił mi choć na parę chwil przemienić się w baletnicę… a Janek (Dancephoto) uwiecznił tę chwilę…

I żeby pomyśleć, że ja tego dnia tłumaczyłam się fotografowi i wizażystce że przytyłam i nie jestem w formie…

 

Twilight

Kto nie znam, ten… ymmmm… ignorant? Wszędzie się o tej książce, czy filmie mówi… nawet ja wiem co te piekielstwo jest xD

Z moją przyjaciółką obgadywałam dane “coś” z przekonaniem, że to w czystej postaci zło (od kiedy wampiry świecą w słońcu???????????????????????). Obejrzałyśmy film, gdzie reżyser nie zachwycił… a Edwart choć przystojny, to nie złagodził naszej niechęci do tych stworów, które powinny się usmażyć w słońcu, a nie świecić… Zniechęcone, jednak miałyśmy przez kolejne parę naście dni co obgadywać i bardzo dobrze się przy tym bawiłyśmy. W końcu wzięłam się za książkę (pomyślałam, że nie znając danego utworu trudno jest się wypowiadać) i wnioski?

pozytywne:

- Dobry romans… piękna, wieczna miłość…

- Prosty język (trafiło do dużego grona czytelników <myślę, że analfabetów też….).

- Ciekawe, komentarze głównej postaci (Belli, jakby ktoś nie wiedział)

Negatywy:

- Za dużo dialogów, za mało opisów(mimo, że nie przepadam za opisami, to jednak jakaś równowaga musi być)

- Bohaterowie za schematyczni (zdecydowanie boski Edddddwart)

- Nie widać przemiany wewnętrznej głównej bohaterki… (bo chodząca doskonałość czytaj Edwart trochę się zmienił… nie zjadł Belli…).

I coś chciałabym dodać? To by mogła być moa ulubiona książka na poprawę humoru, gdyby nie świecące wampiry!!!!!

DrzwoKończę bardzo dla siebie miłym akcentem, chyba ulubionego, zdjęcia mojego włosia… I mam nadzieję, że przeziębienie minęło, a dni staną się ciepłe!