Bliźniacze

Nie napiszę dziś nic mądrego… ani głupiego. Tylko tyle, że dzisiaj zadecydowałam coś, co nie do końca jestem pewna, czy owa decyzja jest najmądrzejsza w moim życiu. A dokładniej jest ich dwie. Bliźniaczki tak różne i odmienne! Obydwie jednak smutne i poszarpane… Oby im się poszczęściło, bo od nich zależy moje szczęście…

…, ale strasznie brzmi, czyż nie? Jednak mam nadzieję, że straszne nie jest.

Śpijmy wszyscy miło i słodko!

Kreatywność, piasek czasu i glaniątka

11 liter… myślałam, że to jest łatwe… takie proste jak pstryknięcie palcem! A Tu co? Okazuje się, że jest ciężko… Głowić się, zastanawiać… i to jeszcze tak by też innym się spodobało… KREATYWNOŚĆ moje przekleństwo.Dla mnie nie ma trudu wymyślić coś i użyć słowem… Schody zaczynają się, gdy w grę wchodzi obraz… NIGDY nie przypuszczałam, że ktoś kiedyś przekona mnie, abym… zastanowiła się nad swoim wyglądem…, ba! Nad wyglądem innych… Brzmi przerażająco, przynajmniej dla mnie, lecz… coraz więcej widzę w tym zabawę… tak jakbym się cofnęła w czasy dzieciństwa, gdzie szyłam dla lalek… teraz, tak troszeczkę rozmiar mi się powiększył…

Kto by pomyślał… dzisiaj strasznie czas dłużył mi się… jeszcze bardziej niż zawsze… tak zegar tykał i tykał… nudy, myślałam, że odpłynę na wyspę jakąś i mnie już nikt nie znajdzie. Naprawdę, tak jakby dla mnie czas stanął w miejscu. I jeszcze na domiar złego ukradłam sobie jedną godzinę… a raczej dodałam… (zegarki w telefonach zapomniałam przestawić)… NAPRAWDĘ powiadam wam, że mi się jeszcze tak nigdy nie dłużył! A teraz jak sobie pomyślę, że np miałabym angielski w taki dłuuuużący się dzień, to aż ząbkami zaczęłam zgrzytać… i jakiś taki wrrrrrrrrrr z gardła mi się wymcknęło. Mój piasek czasu w różę pustyni się na te parę godzin zamienił…

A tak po za tym to ja w glanach jestem urocza i bezbronna, o!

Syrenka i Hannibal Lector

Syrenka

Bo ja czuję się jak mała syrenka… pływam po wodzie życia, natrafię czasem na niebezpieczne, i mniej niebezpieczne przeszkody…, ale pływam dalej i nie dam się porwać strasznym potworom morskim z kłami i pazurami! Bo jestem szybka i pędzę i płynę i idzie mi to świetnie!

W moim życiu naszły pewne zmiany… Jakie konkretnie? Nie jestem gotowa jeszcze o tym mówić…, ale obiecuję, że w ciąży nie jestem! (Dla uspokojenia mojej mamy…).

“Milczenie owiec” – długo szukałam tego filmu… później długo się zbierałam, aby obejrzeć… a następnie… chcę więcej i więcej. O tym DZIELE nie trzeba się rozpisywać… każdy ma o nim zdanie, każdy zna. Ja też oglądałam… kiedyś, ale nie pamiętałam… i się cieszę, bo przyjemność poznawania tej historii i te bicie serca i zaciskanie pięści… Tak przeżywam filmy (, czy książki), jednak nie widzę nic w tym złego.  Zanim oddam tą ekranizację… na pewno obejrzę jeszcze raz.  I tak naprawdę chciałabym spotkać Hannibala… Wiele można by było się od Niego nauczyć… a Ty? Strach by Cię opanował? Mnie- tak. Wiem tylko, że dałabym radę. Parę dni temu miałam spotkanie z moim prywatnym Hannibalem…  I głowę wysoko podniesioną miałam!

ps Zdjęcie zrobił Jan St (Dancephoto), pomalowała, wystylizowała (Marta Makary)

Blogi…

Klikam na jeden link – nie ma nowości.

Klikam na drugi link- nie ma nowości.

Klikam na trzeci link- nie ma nowości.

Denerwuję się:)

Klikam na swój blog- nie ma nowości…

Loguję się, patrzę i wylogowuję…

Nadal nie ma nowości, bo nie chce mi się pisać… I to nie dlatego, że nie mam o czym… Tematów jest bardzo dużo… Tylko… taki zastój zły miałam. Teraz powinno być dobrze… piszę i znajduję w tym radość.

Judyś niedługo list powinnam napisać <- tak na marginesie…

Mam nadzieję że to nie są puste i słowa i coś dziać się tu będzie. Bo moja nie-twórczość mnie męczy…

Dziwnów

Kocham nadmorskie, polskie miaseczko! Co ja mogę poradzić? Tam właśnie spotkałam moją miłość… Judyś Kochana! Dziękuję Ci za wspaniały weekend pełnym słońca, wiatru we włosach, pomoczonych glanów w morskiej pianie i piasku w uszach!!!

“Bo gdy słyszymy ich śpiew, zapominamy kim i gdzie jesteśmy.”

I nasza obietnica Kochana została niespełniona! Ja pamiętam, wiem, że Ty też, więc za rok? :*

Jesiennie

A gdy zbliża się jesień dopada nas (,a przynajmniej mnie) depresja jesienna… choć badziej na mejscu byłoby powiedzenie “nostalgia” i “zniechęcenie”, a dobitniej zwie się “studia”.

“No i ja NAPRAWDĘ nie wiem co ja TU robię” <- Ostatnio mój ulubiony tekst powtarzany cochwilka…

Bardzo zimno jest w Szczecinie. Tak zimno, że chodzę jak “cebulka” koszula, bluza swetr i kurtka, a i tak się telepię… Ostatnio doszedł szal i rękawiczki… A jedyne o czym marzę, jak jestem na dworzu, to to, aby znów znaleść się w pomieszczeniu z dostępem do herbaty…

Zajęcia się pozaczynały, jakoś leci… z każdym dniem przekonuję się, że jak myślałam “może być tylko lepiej, bo gorzej, to napewno nie”… okazuje się, iż jak najbardziej gorzej być zawsze może… I to zdecydowanie częściej niż lepiej… A gdy na początku pewien przedmiot był nie do ogarnięcia, to… następnego dnia pojawiły się zajęcia z kosmosu (dla mnie dosłownie).

Ja wiem, że studia to nie przelewki, skończyło sie prowadzenie za rączkę i trzeba sobie dawać JAKOŚ radę z podkreśleniem na JAKOŚ.

I czuję się oszukana i poraz kolejny mała dziewczynka dowiedziała się, że życie jest niesprawiedliwe. Ot, co cała filozofia!

I żeby nie było… nie jest tak źle, lecz ja muszę sobie ponażekać, bo inaczej to by cosik nie tak było, że na blogu nie nażekam i wogóle jakoś tak odnażekało mi się i wydoroślałam… oj co to, to nie!