Kiedyś miałam przyjaciółkę, która uważała, że kolor różowy tylko pod taką postacią jest wstanie tolerować… Ponieważ na nic więcej ta barwa nie zasługuje niż podcieranie sobie…
Dawne stare wspomnienie, gdzie wszystko widziałam przez pryzmat… a teraz uwaga! różowych okularów! a jak!
Mam 19lat. To dla jednych bardzo mało… tak mało, że powinnam najlepiej nic nie mówić nic nie myśleć, bo i tak samodzielnie nie zdołam…, a tak właściwie najlepiej bym potulnie szła do swoich zabawek… Dla innych tak dużo, że już zdołam założyć rodzinę, wychować (, a wcześniej urodzić rzecz jasna) potomstwo, studiować i pracować (oczywiście nie byle gdzie nie byle z kim)… Mimo wszystko mam swoje 19lat i… Pierwszy raz jakże dotkliwym dla mnie stało się zauważenie pewnego nieuniknionego, aczkolwiek jak najbardziej normalnego zjawiska!
Mowa Tu o PRZEMIJANIU! Tak właśnie tym! Tak wielkie słowo, dla tak wielkiego odkrycia…
Zasmucił mnie fakt odchodzenia ludzi, moich najbliższych… tak całkiem naturalnie. Jednego dnia są, wszystko jest dobrze, a jak znów się widzimy kazuje się…, że:
a) nie znam tak naprawdę tego człowieka…, już nie;
b) tak szczerze mówiąc nie interesuje mnie co u Niego (okrutna prawda);
c) nie czuję chęci odnowienia kontaktów…
To wszystko takie smutne! Nagle zauważyłam, że stoję na rozwidleniu dróg. Jedna jest ciemna, bez latarni, bez niczego… wieje zgrozą, tajemniczością i tą adrenalinką.
Druga droga, jak najbardziej oświetlona, przyjazna, jednak widzę jej koniec… Jest bardzo wygodna i zdecydowanie przyjemnie się będzie po niej iść?
Jak myślicie, którą wybrałam? Wiecie, że na początku nawet nie dostrzegałam tej pierwszej drogi? Tak była ukryta…? Ona jest… ścieżką w przyszłość, te samodzielne, gdzie pozwala się odejść tym bliskim, którzy chcą iść… Jednak NAPEWNO i na tej drodze spotkam kogoś innego, kto będzie mi towarzyszyć, a ja jemu… jej. Gdybym zdecydowała się na życie w ciągłym luksusie znanego… i na siłę zatrzymywałabym moich przyjaciół, którym szczęścia nie dam, ani Oni mi… To szybko bym obumarła… Szybko trafiłabym do końca drogi… Końca swoich możliwości.
Tak właśnie straciłam mojego przyjaciela na zawsze, z którym mogłam spędzać okrągłą dobę i nie nudziłabym się z Nim. Przyjaciółkę, którą sparafrazowałam na samym początku i nie istniała bliższa mi osoba… I chłopaka, którego naprawdę kochałam, lecz teraz nie umiem o nim inaczej myśleć jak o… hipokrycie. Oczywiście jest wiele, wiele więcej takich osób, ale jak to się mówi… “czas leczy rany”…
Oczywiście nie jest tak, że każdy odszedł, albo ja wygoniłam… zdecydowanie NIE. Ponieważ to “przyjaciół poznaje się w biedzie”.
I tak na zakończenie pozwolę sobie zacytować jednego z moich ulubi0nych (ze szkolnej ławki) poetów Leopolda Staffa:
Najgłębszy smutek szczęścia, że wszystko przemija.