“Co dobre szybko się kończy”. Nie dokońca ten tekst jest trafny, aczkolwiek bardzo ociągałam się z powrotem do domu.
W nocy po wpisie, graliśmy w wiochmena (dobrze to napisałam?) i było przecudnie!
Gadanie o niczym w Dżezusowej kuchni i… małe plotkowanie, w dodatku z mojej inicjatywy!
Cieszę się, że tam byłam. Odstresowałam się i rozluźniłam. Dopiero teraz wiem jak to było mi potrzebne!
Podziękowania:
Dla Dżezusa- bo w końcu to u Niego spaliśmy i to On bronił mojej prywatności udostępniając mi (tylko mi!) sypialnie (, która na całą ścianę miała lutra, a ja ich się boję…, że coś wyskoczy i mnie porwie i zje). I te boskie naleśniki…. mmm
Dla Ogiego- To z Jego inicjatywy tam byłam. Zabawiał mnie ciekawymi i mniejciekawymi rozmowami, ale zdecydowanie potrzebnymi. http://ogis.blox.pl/html
Dla Zarosia- Jego ciasto, jajecznica… I nic dodać nic ując! Mmmmmmmmm
Uwielbiam być w kuchni i widzieć jak mężczyzna gotuje…, a jak dla mnie to jestem w niebo wzięta! Dzięki Niemu były gry i PS3 (dziś chyba bez błędu?).
http://zaros.blox.pl/html
Dla Rejkosa- Za to, że był, że rzucał śmiesznymi tekstami jak z rękawa i… na pytanie Ogiego “kto ze mną śpi w pokoju” odparł, że On, bo przy Nim jestem najbezpieczniejsza. i TU należą się pozdrowienia dla Anety. (Oczywiście spałam sama, a podobno Dżyzus objął wartę koło moich drzwi… ile w tym prawdy; nie wiem. Ja spałam- SAMA!).
Dla Rafała- ponieważ mnie unikał i starał się być mimo wszystko miłym…
Myślę, że to na tyle, na dzisiaj…