Grudzień

I chwała Bogom i Boginiom z aten miesiąc! Przebrzydł mi dokumentnie listopad i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ten miesiąc jest jednym z najmniej lubianych przeze mnie miesięcy…

Moja jedna z ulubieńszych sesji… Choć łzy miałąm w oczach, okazało się ze efekty są mega zadowalające! Drugą modelką jest Klaudia… moja najukochańsza:* Zdjęcia robił Dancephoto. Byłą jeszcze jedna modelka…Ola… ale cosik… no.

Mam pracę.. sprzedaję róże! Cóż za ciekawe zajęcie… Ano ciekawe. Jeżdżę sobie od klubu do klubu,, gdzie wjazd mam za darmo i modlę się aby ktoś różę ode mnie kupił… Troszkę niebezpieczne zajęcie, troszkę ciekawe… ale na pewno opłacalne pomimo charakteru pracy:) Bo ja tylko na czerwono ubrana jestem… i ładnie się uśmiecham!

Najciekawsze jest obserwowanie ludzi… i ich puszczanie hamulców i to ile może zdziałać “dziękuję” “proszę” “przepraszam”. te trzy magiczne słowa chyba nigdy nie stracą swojej magii… Nawet działają na ludzi mega podchmielonych. I nawet dym papierosowy mi nie przeszkadza i zapach alkoholu… można się do tego przyzwyczaić. Z chęcią bym sobie teraz poskakała… Kto pójdzie ze mną do klubu???? Mamo?:>

A tak dokładnie rynku we Wrocławiu to ja chyba nigdy nie będę miała okazji zwiedzić… Szkoda tylko, że tak zimno…  I rynek w Opolu… też niczego sobie. Gdy tak poznaję inne miasta… Szczecin dalej jest piękny, dalej Go kocham, ale coraz silniej ciągnie mnie w inne miejsca. te niepoznane, do odkrycia… i te uczucie zagubienia i radość z odnalezienia drogi… i odkrywanie tajemniczych zakątków miasta…

Życie nie jest takie niebezpieczne jakie się wydaje. Chodziłam sobie do 5 nad ranem po obcym mieście i nikt nie usiłował mnie porwać, zgwałcić, okraść etc… ba! spytani o drogę- pomagali^^

Na razie podbijam Polskę, a później zacznę Europę:D OBY!

Listopad

Piekielny miesiąc. Większości osób cieszy, ale ja naprawdę nie widzę w nim nic fajnego, czy miłego… No bo przecież proszę Was… Co w nim takiego wspaniałego kiedy chlapa i zimno i liście i mokro i ponuro i ciemno i brzydko… Tragedia!

I naprawdę nie rozumiem osób, które uwielbiają ten miesiąc! Dziś po prostu ulga… Już grudzień… ale grudzień to święta i ponownie niesmak pojawia się na mojej twarzy…

Mi to chyba trudno dogodzić…

Bliźniaki

W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał się drugiego:

- Wierzysz w życie po porodowe?

- Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to, co będzie potem.

- Głupota! Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak ono niby miałoby wyglądać?

- No nie wiem, ale może będzie więcej światła i może będziemy biegać albo nawet jeść buzią?

- Przecież to nie ma sensu! Biegać się nie da! No i jak niby mielibyśmy jeść ustami, przecież żywi nas pępowina…

- No nie wiem, ale na pewno zobaczymy mamę i ona będzie się o nas troszczyć…

- Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to wg Ciebie wogóle jest?

- Przecież ona jest wszędzie wokół nas! Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było!

- Nie wierzę w to! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem, więc jej nie ma.

- No jak to? Przecież kiedy jesteśmy cicho można usłyszeć, jak śpiewa albo poczuć, jak głaszcze nasz świat. Wiesz co, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się jednak później…

przepisane z BOOM nr 2

 

Przypomina to Wam coś?

 

Trudno powiedzieć co o tym myśleć…

Wszystko zaczyna się komplikować, gdy traci się nad sobą kontrolę… Jest jeszcze gorzej, kiedy emocje i uczucia biorą nad nami górę… Wtedy z dnia na dzień się okazuje, iż świat nie jest taki jaki był do tej pory. Ulice są jakieś takie dziwne… ciekawsze, a barwy na niebie są najciekawsze pod słońcem…

Tak gdzieś we mnie w środku rozgrywa się ciągle wojna, że tak nie powinno być, że trzeba przestać i nie powinnam tego robić… Nie powinnam być. Nie powinnam tego czuć co czuję…

Jeszcze się łudzę, że mi to minie…, i wszystko będzie dobrze… Jednak wydaje się, że zdecydowanie musi trwać te upojenie jak najdłużej, bo w tym odnajduję szczęście cierpiąc…

Stałam się skryta i pośrednia… Całkiem inna jestem, niż 3lata temu… Trudno jest się przełamać… zapomnieć, zaufać, być.

Oby tylko cierpliwości wystarczyło i mi i Jemu… Bo jak dalej będę miała swoje humorki, to albo ja walnę i ucieknę, albo On zwieje jak najdalej ode mnie… Obiektywnie patrząc dla mnie było by lepiej… ale ja już naprawdę nie umiem być obiektywna, a racjonalne myślenie jest mi dalekie…

A ostatnio żywię się powietrzem popijając herbatą…

ps. Judyś nie mogłam nic napisać… ale myślę, że w końcu będę miała czasu trochę więcej i się zabiorę:) Ciągle jestem przy Tobie i tęsknię!

ps2 Mamo… ja zapomniałam o kinie… głupio mi strasznie… wynagrodzę Ci to:* (wiesz, że byłam roztrzęsiona szukając zguby) Kocham Cię:*

ps3 Janku ja już teraz nie mogę się doczekać kolejnego spotkania… i… zamienimy się miejscami:P no i przerobiłam bransoletkę…

Bądź sobą!

Często słyszymy te okropne dwa słowa… od rodziców, znajomych, w telewizji, w szkole itp

Jednak, gdy tylko sobą jesteśmy dzieją się ciekawe rzeczy:

- Jesteśmy szczerzy- Okazuje się, że prawdomówność nie jest zawsze mile widziana. Tym bardziej, gdy jest ona negatywna… Nauczona doświadczeniem staram się mówić niemiłe rzeczy w sposób neutralny, lub układać sprzeczności tak, by wyszedł pozytyw… Trudna sztuka i przeze mnie nieopanowana… Czasem, aż korci skłamać…

to co myślę- Brzydko w tej sukience wyglądasz!

chciało by się powiedzieć po 5cio godzinnym maratonie- Pięknie wyglądasz!

mówię- Podkreśla kolorem Twoje oczy, tylko krój niekorzystnie pokazuje Twoją talię.


Wypada/nie wypada powiedzieć/zrobić itp:

Gdy już siądziesz na krześle w restauracji w błyskawicznym tempie przybiega kelnerka (ta lepsza wersja), podaje kartę dań i za dosłownie minutę wraca oczekując zamówienia

Najchętniej uderzyłabym tą dziewczynę ta kartą dań (zalotnie patrzącą na mojego partnera kolacji)

poproszę .. ( i tu pierwsza potrawa z brzegu, aby w końcu sobie poszła).

Cierpliwie, udając, że nic nie zauważam, zamówię wybierając to na co mam ochotę (często jestem niezdecydowana i nie mam pojęcia na co mam właściwie ochotę, a jak wiem na co , to tego nie ma w karcie dań).

Kowalski wypowiada się na temat, na który nie ma zielonego pojęcia, a owy temat jest moim konikiem:

Mylisz się Kowalski, tak naprawdę jest tak i tak.

Tak masz racje

Megadługa dyskusja, w której delikatnie chcę tego Kowalskiego wyprowadzić z błędu…

Takich przykładów można by wyliczać i wyliczać.

To smutne, że ludzie boją się być sobą, choć mają być sobą, ale jak będą sobą to spotkają się z nieakceptacją znajomych… nie mówiąc o społeczeństwie.

Znam ludz, co sobą są- Opinia: Egoiści.

Znam też, tych co kłamią i nie mają własnego zdania- Opinia: Lizusi lub Leniuchy.

I mam szczęście obracać się wśród ludzi takich, co mówią to co myślą, jednak tak, że trudno jest się obrazić, gdy choć opinia nieprzychylna, to powiedziana w sposób uprzejmy. Opinia: Sprytni lub Asertywni

Osobiście uważam, że jestem między Leniuchami (, bo nie zawsze zdążę ugryźć w język), a tymi Sprytnymi (, bo na pewno asertywna to ja nie jestem).

I warto być sobą? NIE

Chyba, że jesteś przy najbliższej osobie, ale i tak jakieś małe TABU obowiązuje i pewnych rzeczy się nie zrobi, lub nie powie…

Bryyyyyy

Ja w butach

Dla mnie zdjęcie od Jarroda jest dla mnie takie optymistyczne…takie… achhhh…. Wtedy świeciło słońce i poiły się mną komary… a ja skakałam beztrosko w sadzawce (nieważne, że “cuchnącej”)…

A dziś zimno, szaro, sadzawek gdzie okiem sięgnąć, bo nostalgiczny deszcz ciągle pada… i ja naprawdę lubię deszcz jesienny…

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…

Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny…

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze

Na próżno czekały na słońca oblicze…

W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,

W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą…

Odziane w łachmany szat czarnej żałoby

Szukają ustronia na ciche swe groby,

A smutek cień kładzie na licu ich miodem…

Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem

W dal idą na smutek i życie tułacze,

A z oczu im lecą łzy… Rozpacz tak płacze…

 

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…

Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny…

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…

Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny…

Kto? Nie wiem… Ktoś odszedł i jestem samotny…

Ktoś umarł… Kto? Próżno w pamięci swej grzebię…

Ktoś drogi… wszak byłem na jakimś pogrzebie…

Tak… Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.

Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,

Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno…

Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną…

Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą…

Spaliły się dzieci… Jak ludzie w krąg płaczą…

 

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…

Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny…

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…

Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie

I zmienił go w straszną, okropną pustelnię…

Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem

I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,

Trawniki zarzucił bryłami kamienia

I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia…

Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu

Położył się na tym kamiennym pustkowiu,

By w piersi łkające przytłumić rozpacze,

I smutków potwornych płomienne łzy płacze…

 

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…

Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny…

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…

Staff mój ulubieniec jednak… gdy jest się chorym, te zjawisko zdecydowanie do pożądanych nie należy…  Lękam się o moje zdrowie i… chodzę bez rajstop po dworze…

I tak to się piszę o wszystkim i o niczym, gdy tylko chce się wkleić ww zdjęcie i przypomniał się za dnia owy wiersz!

Balet i Twilight

Taniec w cierpieniuZawsze chciałam być baletnicą… Mama na różne sposoby tłumaczyła, że się nie nadaję… i tak marzenia się rozwiały… Fotomodeling pozwolił mi choć na parę chwil przemienić się w baletnicę… a Janek (Dancephoto) uwiecznił tę chwilę…

I żeby pomyśleć, że ja tego dnia tłumaczyłam się fotografowi i wizażystce że przytyłam i nie jestem w formie…

 

Twilight

Kto nie znam, ten… ymmmm… ignorant? Wszędzie się o tej książce, czy filmie mówi… nawet ja wiem co te piekielstwo jest xD

Z moją przyjaciółką obgadywałam dane “coś” z przekonaniem, że to w czystej postaci zło (od kiedy wampiry świecą w słońcu???????????????????????). Obejrzałyśmy film, gdzie reżyser nie zachwycił… a Edwart choć przystojny, to nie złagodził naszej niechęci do tych stworów, które powinny się usmażyć w słońcu, a nie świecić… Zniechęcone, jednak miałyśmy przez kolejne parę naście dni co obgadywać i bardzo dobrze się przy tym bawiłyśmy. W końcu wzięłam się za książkę (pomyślałam, że nie znając danego utworu trudno jest się wypowiadać) i wnioski?

pozytywne:

- Dobry romans… piękna, wieczna miłość…

- Prosty język (trafiło do dużego grona czytelników <myślę, że analfabetów też….).

- Ciekawe, komentarze głównej postaci (Belli, jakby ktoś nie wiedział)

Negatywy:

- Za dużo dialogów, za mało opisów(mimo, że nie przepadam za opisami, to jednak jakaś równowaga musi być)

- Bohaterowie za schematyczni (zdecydowanie boski Edddddwart)

- Nie widać przemiany wewnętrznej głównej bohaterki… (bo chodząca doskonałość czytaj Edwart trochę się zmienił… nie zjadł Belli…).

I coś chciałabym dodać? To by mogła być moa ulubiona książka na poprawę humoru, gdyby nie świecące wampiry!!!!!

DrzwoKończę bardzo dla siebie miłym akcentem, chyba ulubionego, zdjęcia mojego włosia… I mam nadzieję, że przeziębienie minęło, a dni staną się ciepłe!

Bliźniacze

Nie napiszę dziś nic mądrego… ani głupiego. Tylko tyle, że dzisiaj zadecydowałam coś, co nie do końca jestem pewna, czy owa decyzja jest najmądrzejsza w moim życiu. A dokładniej jest ich dwie. Bliźniaczki tak różne i odmienne! Obydwie jednak smutne i poszarpane… Oby im się poszczęściło, bo od nich zależy moje szczęście…

…, ale strasznie brzmi, czyż nie? Jednak mam nadzieję, że straszne nie jest.

Śpijmy wszyscy miło i słodko!

Kreatywność, piasek czasu i glaniątka

11 liter… myślałam, że to jest łatwe… takie proste jak pstryknięcie palcem! A Tu co? Okazuje się, że jest ciężko… Głowić się, zastanawiać… i to jeszcze tak by też innym się spodobało… KREATYWNOŚĆ moje przekleństwo.Dla mnie nie ma trudu wymyślić coś i użyć słowem… Schody zaczynają się, gdy w grę wchodzi obraz… NIGDY nie przypuszczałam, że ktoś kiedyś przekona mnie, abym… zastanowiła się nad swoim wyglądem…, ba! Nad wyglądem innych… Brzmi przerażająco, przynajmniej dla mnie, lecz… coraz więcej widzę w tym zabawę… tak jakbym się cofnęła w czasy dzieciństwa, gdzie szyłam dla lalek… teraz, tak troszeczkę rozmiar mi się powiększył…

Kto by pomyślał… dzisiaj strasznie czas dłużył mi się… jeszcze bardziej niż zawsze… tak zegar tykał i tykał… nudy, myślałam, że odpłynę na wyspę jakąś i mnie już nikt nie znajdzie. Naprawdę, tak jakby dla mnie czas stanął w miejscu. I jeszcze na domiar złego ukradłam sobie jedną godzinę… a raczej dodałam… (zegarki w telefonach zapomniałam przestawić)… NAPRAWDĘ powiadam wam, że mi się jeszcze tak nigdy nie dłużył! A teraz jak sobie pomyślę, że np miałabym angielski w taki dłuuuużący się dzień, to aż ząbkami zaczęłam zgrzytać… i jakiś taki wrrrrrrrrrr z gardła mi się wymcknęło. Mój piasek czasu w różę pustyni się na te parę godzin zamienił…

A tak po za tym to ja w glanach jestem urocza i bezbronna, o!

Syrenka i Hannibal Lector

Syrenka

Bo ja czuję się jak mała syrenka… pływam po wodzie życia, natrafię czasem na niebezpieczne, i mniej niebezpieczne przeszkody…, ale pływam dalej i nie dam się porwać strasznym potworom morskim z kłami i pazurami! Bo jestem szybka i pędzę i płynę i idzie mi to świetnie!

W moim życiu naszły pewne zmiany… Jakie konkretnie? Nie jestem gotowa jeszcze o tym mówić…, ale obiecuję, że w ciąży nie jestem! (Dla uspokojenia mojej mamy…).

“Milczenie owiec” – długo szukałam tego filmu… później długo się zbierałam, aby obejrzeć… a następnie… chcę więcej i więcej. O tym DZIELE nie trzeba się rozpisywać… każdy ma o nim zdanie, każdy zna. Ja też oglądałam… kiedyś, ale nie pamiętałam… i się cieszę, bo przyjemność poznawania tej historii i te bicie serca i zaciskanie pięści… Tak przeżywam filmy (, czy książki), jednak nie widzę nic w tym złego.  Zanim oddam tą ekranizację… na pewno obejrzę jeszcze raz.  I tak naprawdę chciałabym spotkać Hannibala… Wiele można by było się od Niego nauczyć… a Ty? Strach by Cię opanował? Mnie- tak. Wiem tylko, że dałabym radę. Parę dni temu miałam spotkanie z moim prywatnym Hannibalem…  I głowę wysoko podniesioną miałam!

ps Zdjęcie zrobił Jan St (Dancephoto), pomalowała, wystylizowała (Marta Makary)

« Starsze wpisy